![]() |

dla zapalonych ,,koniarzy''
|
Ułani i huzarzy świętego Huberta
Hubert
był zapalonym myśliwym, prawym synem księcia Bertrand de Guienna. Otoczony
nieomylnie odnajdującymi ślad psami, przemierzał dalekie lasy i okolice,
znał wszelką szlachetną zwierzynę i polował namiętnie. Pewnego dnia przydarzyło
mu się coś nadzwyczajnego. Wyszedł mu naprzeciw z płonącej gęstwiny jeleń
o wspaniałym porożu, w którego środku jaśniał złoty krzyż, i od tej pory
przestał polować, następnie udał się do Rzymu, do papieża, który dał mu
rozgrzeszenie i powołał na biskupa w Tongern (Belgia).
Tak
historię św. Huberta opisuje (to fragmenty) Tadeusz Andrzejewski - ułan
15 Pułku Ułanów Poznańskich w swojej książce pt. "Zrozumieć konia".
Dzień 3 listopada do dziś jest wielkim świętem wszystkich myśliwych; święci
go także las swoim jesiennym wystrojem i czerwony frak na grzbiecie konia.
Najważniejszą postacią biegu był master, to on zapraszał do udziału w
polowaniu i przewodził pogoni. Na jego znak w poszukiwaniu legowiska lisa
jako pierwszy wyruszał łowczy z liczną sforą, przeważnie było to 20 do
40 starannie dobranych psów, a tuż za nimi udawali się konni. Wytropieniu
zwierzyny towarzyszyło ujadanie psów, dźwięk rogu i okrzyki. Pościg trwał
do chwili, kiedy lis pojawił się w zasięgu wzroku. Polowania kończyły
się zabiciem lisa. Potem trębacz odtrąbił "Haliali", koniec
ceremonii. Psy za dobrze wykonaną pracę otrzymywały nagrodę tzw. Curee
(wnętrzności upolowanego zwierzęcia). Myśliwy, który zdaniem mastra najbardziej
zasłużył na wyróżnienie otrzymywał jako trofeum łapy, ogon i łeb ofiary.
Na
tym tle obecne pogonie za lisem wydają się bardzo skromne, jednak odbywają
się z zachowaniem najważniejszych elementów biegu. Tradycja św. Huberta
jest oczywiście kontynuowana. Organizacją zajmują się gospodarstwa agroturystyczne,
prywatni hodowcy i kluby jeździeckie. Jednym z miejsc, gdzie pielęgnuje
się stare polskie zwyczaje jest gospodarstwo agroturystyczne Zofii i Zdzisława
Czajków w Trzebidzy, niedaleko Bucza.
W
tym roku państwo Czajkowie gościli na rajdzie formację Królewskiego Regimentu
Huzarów Południowoszwedzkich - Kunglig Skanska Husartroppen i Helsingborg
Sweden. W trakcie pobytu Szwedów pani Zofia - jako, że ojciec jej inż.
Tadeusz Ciesielski służył w XV Pułku Ułanów Poznańskich - zapoznała ich
z historią kawalerii polskiej.
Kilkanaście
kilometrów starannie dobranej trasy, z przepięknymi widokami i przeszkodami,
z kolorową jesienią w Przemęckim Parku zrobiło niesamowite wrażenie na
uczestnikach biegu.
A
na jego zakończenie obserwatorzy mogli podziwiać w pogoni za lisem wspaniałą
szarżę polskich i szwedzkich kawalerzystów - bok przy boku, strzemię przy
strzemieniu. Królem biegu okazał się gość ze Szwecji - Werner Jacobsen.
Impreza
zakończyła się, jak tradycja nakazuje, przy ognisku i oczywiście nie o
suchym pysku... Był bigos myśliwski, polska kuchnia gospodarzy, a biesiadującym
przygrywała ludowa kapela, intonując ułańskie przyśpiewki. Kawalerzyści
wymieniali informacje dotyczące swoich stowarzyszeń.
Na zakończenie można zacytować słowa jakie wypowiedział Kent Kvist - opiekun szwedzkich dragonów: - Dzięki wspaniałej atmosferze jaka na co dzień panuje w Trzebidzy zacieśnia się współpraca między szwedzkimi dragonami i polskimi ułanami. Chcielibyśmy uczestniczyć czynnie w dniach Waszego Pułkowego Święta i jeszcze z wami poszarżować. Kent Kvist na pamiątkę wspólnego uczestnictwa wręczył kawalerzystom czapeczki szwedzkiego stowarzyszenia. Tekst tej strony został w całości zaczerpnięty z gazety ,,Wiadomości Kościańskie''. |